Inkowie w Polsce

Czwarty Wymiar | Czwartek, 19 marca 2009
 

 

- Widzę długi pokój z dużymi oknami. Jest jasny i panuje cisza. On leży na drewnianym łóżku i cały

czas patrzy w sufit jak w ekran. Sufit nie jest biały, ale także jasny... On kaszle i ma gorączkę. Budzi

się i zasypia. W chwilach, kiedy nie śpi, wspomina swoje życie... Choroba go wycieńczyła, złamała

jego ducha. Czuje się oszukany i upokorzony. On..! Żałuje, że jest już tak stary. Gdyby był młodszy,

zająłby się wszystkim! Zresztą on im jeszcze pokaże…

 

 

Brakujące ogniwo

 

  Wizja trwa. Tym razem jest to opis ostatnich chwil życia Sebastiana Berzewiczego, który otruty, 

odwieziony zostaje do klasztoru augustianów w Krakowie. Medium, przerywanym głosem, jakby

wsłuchując się w coś i jednocześnie przypatrując się czemuś, widzianemu tylko przez siebie,

kontynuuje relację. By nic z tego co mówi nie umknęło mojej uwadze, skrupulatnie zapisuję wszystkie

słowa (nie korzystam z dyktafonu, gdyż jest zbyt zawodny). Z nich powoli zaczyna wyłaniać się obraz

wydarzeń rozgrywających się ponad 200 lat temu! Jednocześnie analityczny umysł reportera zaczyna

łączyć ze sobą w logiczną układankę nasze dotychczasowe ustalenia, kawałki luźnych wątków i

poszlaki. W tym momencie chcę krzyknąć: Przecież to brakujące ogniwo całej tej historii! Czyżby w

końcu udało się medium przebić przez warstwy astralnego pola i odnaleźć głęboko ukryty,

energetyczny zapis świadomości głównego bohatera niedzickiej legendy? Po tylu próbach wreszcie się

odezwał on – Sebastian... Dopiero teraz, dzięki bezpośredniemu kontaktowi, możemy zakończyć

rozszyfrowywanie tajemnicy dotyczącej obecności Inków w Polsce! Na usta cisną się setki pytań, ale

nie śmiem przerywać, gdyż wiem, że trzeba cierpliwie czekać na koniec przekazu. Staram się nawet

nie oddychać zbyt głośno, by nie zakłócić transu i nie zerwać tej delikatnej nici wiążącej medium z

przeszłością. Nawiązanie kontaktu z konkretnym duchem jest bowiem bardzo trudne. Nawet tak

fenomenalne medium musi się długo do tego przygotowywać. Najpierw stara się poczuć wibrację –

częstotliwość energetyczną związaną z danym duchem. To może być cokolwiek, byleby było związane

z jego postacią, np. portret, zdjęcie, jakaś pamiątka itp. Dopiero wtedy, odpowiednio nastrojone,

stara się mentalnie wniknąć w matrycę energetyczną jego świadomości.

 

  Na początku naszej współpracy wiele razy, jako dziennikarz – badacz psychotronik, próbowałem

zrozumieć ten mechanizm, lecz pomimo iż w dostępnej literaturze istnieje wiele teorii, nie byłem w

stanie dokładnie opisać tego, czego byłem świadkiem. Nie mogłem dopasować sposobu działania

mojego medium do teoretycznych definicji opisujących media i ich zdolności. Współcześnie większość

osób o zdolnościach medialnych przekazuje wiadomości o treści osobistej, pochodzące od duchów

przyjaciół i krewnych, z którymi ktoś potrzebujący pragnie się skontaktować. Inni twierdzą, że Wyższe

Inteligencje przekazują za ich pośrednictwem ponadczasowe nauki dla całej ludzkości, dotyczące

bardzo wielu istotnych zagadnień. Informacje te mogą być transmitowane na rozmaite sposoby. Jedna

z takich dróg kontaktu znana jest pod nazwą „jasnosłyszenia”, kiedy to medium „słyszy” w swej głowie

słowa wypowiadane przez przewodnika i najczęściej je zapisuje. Jest to, tak popularny obecnie,

channeling.Najpowszechniejszy jednak sposób postępowania polega na wprowadzaniu się w stan

głębokiego transu. Przewodnik duchowy uzyskuje wtedy możliwość zawładnięcia ciałem i umysłem

medium, przemawiając bezpośrednio do zebranej publiczności, często w sposób zupełnie odmienny od

zwykłego sposobu mówienia medium. W moim przypadku okazało się, że medium, z którym

współpracuję jest wszystkim naraz, z tym wyjątkiem, że nie potrzebuje wprowadzenia się w trans i

samodzielnie może wybierać, z kim nawiąże kontakt. Do tego jest jeszcze genialnym psychometrą i

jasnowidzem. Ale nawet dysponując takimi zdolnościami, bardzo trudno jest pracować z przeszłością –

występuje zbyt dużo nawarstwiających się z biegiem czasu zakłóceń w otaczającym nas polu

magnetycznym. Powstają one w wyniku nakładania się na siebie świadomości innych, żyjących później

ludzi. To ich przeżycia i towarzyszące im emocje powodują szumy informacyjne, które przeszkadzają

w dotarciu do konkretnej świadomości i muszą być przez medium wielokrotnie filtrowane. Dlatego też,

chociaż wspólnie określamy tematykę, nigdy nie wiem, jaki będzie przebieg seansu. Czasem

następuje bezpośredni kontakt. Innym razem medium przenosi się w czasie i przestrzeni i opisuje

wydarzenia z pozycji obserwatora. Zresztą sam sposób narracji także jest nieprzewidywalny. Raz

opisuje wydarzenia jako naoczny świadek, zaraz potem występuje w pierwszej osobie, użyczając

swego ciała bohaterowi opisywanych wydarzeń, by po chwili powrócić do kontynuowania swej

opowieści z pewnego dystansu. W takich chwilach uważnie obserwuję medium. Już wiem, że każdy

gest, zmiana postawy, ochłodzenie i sztywność ciała, sposób mówienia i tembr głosu, są symptomem

rzeczywistego przeżywania wizji lub ewentualnej transmisji. To wyraźnie widać i teraz, gdy medium

relacjonuje przeżycia Sebastiana. Nagle głos urywa się w połowie zdania. Jeszcze przez chwilę próbuje

jakby nasłuchiwać, stara się coś jeszcze wychwycić. Twarz tężeje, widać duże napięcie i wysiłek. Po

chwili odpręża się, rozluźnia. To koniec przekazu. Wyczerpane fizycznie i psychicznie medium dochodzi

do siebie.


Wygląda na to, że mamy już wszystko… – mówi.

 

   Rzeczywiście, to już ostatni, zaplanowany przez nas, kończący roczną pracę seans. Mamy już 

wystarczająco dużo materiału, by rozpocząć nowe, rzetelne, historyczno-dziennikarskie śledztwo..

 

 

Niesamowite zdolności

   Pomysł, by wykorzystać medium do rozwiązywania zagadek historycznych, narodził się około 2005 

roku, gdy osoba, z którą mam szczęście współpracować, po wielu moich naleganiach, wyraziła wstępną

zgodę na uczestniczenie w przygotowanych przeze mnie eksperymentach. Potrzebowałem czegoś, co w

pełni wykorzysta potencjał tkwiący w medium, gdyż sama zainteresowana, chociaż niezwykle

utalentowana i obdarzona wręcz fenomenalnymi zdolnościami, niechętnie swoje możliwości

demonstruje. Postanowiłem mianowicie medialnie weryfikować legendy o zamkowych duchach i

zjawach. Dotychczas nikt tego nie robił, a Tamara Jermakowa-Szymańska, znana i ceniona w Polsce,

przez większość ludzi postrzegana jest wyłącznie jako terapeutka. Tylko nieliczni wiedzą, co naprawdę

potrafi. Bierze się to z tego, że ona sama nie chce ujawniać innych swoich umiejętności, do których

zaliczyć można: jasnowidzenie, psychometrię, channeling oraz mediumizm. Tak to już jednak bywa,

że los płata nam figle i nie zawsze jest tak, jak chcielibyśmy, by było. I tak w pewnym momencie

zaczęli przychodzić do niej pacjenci, którzy, jak sami mówili, nie wiedzieli, dlaczego to robią. Jak

wynikało z ich słów, coś kazało im przyjść, coś wręcz nimi kierowało. Podczas wstępnej diagnozy

okazywało się, że zazwyczaj towarzyszy im duch zmarłego członka rodziny, który za pośrednictwem

medium pragnie z nimi kontaktu. Dla mnie, chociaż spędziłem z uzdrowicielką wiele czasu, była to

całkowita nowość i niebagatelna okazja do poznania i zgłębienia jej fenomenu. Proszę mi wierzyć,

trudno opisać niewiarygodność obserwowanych zdarzeń, zaskoczenie i towarzyszące wszystkim

obecnym silne emocje, gdy okazywało się, że medium potrafi nie tylko opisać wygląd zmarłego, ale

także mówić o rzeczach znanych tylko jego rodzinie, rozmawiając z nim jak z żywym!
 

 

Zaskakujące eksploracje

 

  Wszystko to wzbudziło pragnienie wykorzystania tych niesamowitych zdolności, jak już

wspomniałem, do badania „niesławnych” miejsc, wzbudzających wśród lokalnych społeczności strach i

przerażenie. W tym celu odbyliśmy na próbę parę wypraw wraz z warszawskim dziennikarzem K.

Pietraszkiewiczem, który specjalnie przygotował marszruty po ciekawych z ezoterycznego punktu

widzenia miejscach. Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć, że medium jest cudzoziemką i nie zna

zupełnie historii naszego kraju. Rezultaty badań przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Nie tylko

otrzymaliśmy potwierdzenie tego, co wiedzieliśmy, ale uzyskaliśmy także wiele nieznanych wcześniej,

dodatkowych informacji. Odbyliśmy również kilka wypraw do „świętych” miejsc, m.in. Szczyrku i

Gietrzwałdu oraz na górę Żar. Pozytywne wyniki doświadczeń zachęciły nas do jeszcze głębszej

eksploracji możliwości medium i przygotowania gruntu do trudniejszej pracy, którą było pozyskiwanie

informacji „zabranych do grobu”. Ideą przewodnią było udowodnienie przydatności medium w

badaniach archeologiczno-historycznych. Przewodnikiem i jednocześnie elementarzem rozszerzającym

naszą wiedzę dotyczącą nawiedzonych i przeklętych miejsc była książka pt. „Duchy polskie” Bogny

Wernichowskiej i Macieja Kozłowskiego. Przygotowując plan kolejnej wyprawy, analizowaliśmy zawarte

w niej informacje pod kątem dostępnych artefaktów, związanych z daną legendą. W ten sposób

natrafiliśmy na zamek Dunajec i legendę o inkaskiej księżniczce.

inkowie2_350.jpeg

Na pierwszym planie Tamara Jermakowa-Szymańska oraz Aleksander Rowiński w restauracji po

ciężkim dniu spędzonym w archiwach Znojma.


Legenda a prawda

   Tak właśnie zaczęła się nasza przygoda. Rozpoczynając ją, nie mogliśmy nawet w najśmielszych 

wyobrażeniach przypuszczać, że zajmie nam ponad dwa lata i zaowocuje trwałą współpracą z

człowiekiem, który jak się okazało, poświęcił temu tematowi ponad 30 lat. Nie przypuszczaliśmy także,

że historia ta okaże się autentyczna, a dzięki informacjom uzyskanym przez medium od duchów –

uczestników wydarzeń sprzed ponad 200 lat, odkryjemy jej prawdziwy, szokujący wręcz przebieg.

 

   Jeszcze przed pierwszym wyjazdem do Niedzicy, który miał miejsce wczesną wiosną 2006 roku, 

medium po długich przygotowaniach udało się nawiązać kontakt z zachowaną energią księżniczki

Uminy. Celowo nie używam w tym przypadku nazwy „duch”, gdyż jak wyjaśniłem wcześniej, to, z czym

kontaktuje się medium jest raczej duplikatem energetycznego zapisu i istniejącej wówczas

świadomości. Dla lepszego zrozumienia tego mechanizmu proszę wyobrazić sobie olbrzymie archiwum

z mnóstwem sal, w którym medium poszukuje konkretnej taśmy video z zapisem wszystkiego, co

przydarzyło się w życiu danego człowieka. Włącznie z jego osobistymi myślami. Rozumiem, że dla

osób, które nigdy nie miały okazji obserwować medium przy pracy brzmi to niewiarygodnie, ale faktem

jest, że uzyskane informacje, pozwoliły nam ustalić chronologiczny przebieg wydarzeń i

zrekonstruować całą okrutną historię księżniczki, w której uczestniczyła jej rodzina. Także pierwsza

wyprawa do zamku w Niedzicy (oboje byliśmy tam po raz pierwszy) zaowocowała kolejnymi dowodami

na prawdziwość medialnych przekazów. Umina, korzystając w tym przypadku z ciała medium, chodziła

po całym zamku, wskazując na pewne jego elementy, ze zdziwieniem i jednocześnie z uporem

twierdząc, że w jej czasach tego lub tego nie było. Dla mnie – obserwatora – było to dość

nieoczekiwane i zaskakujące, gdyż zamek w zasadzie jest świetnie zachowany i nie sprawia wrażenia,

że coś w nim zostało zmienione. Informacje te udało nam się zweryfikować znacznie później, podczas

trzeciego i czwartego pobytu, kiedy w sali archeologicznej (podczas pierwszych dwóch wizyt była

zamknięta) zobaczyliśmy model zamku sprzed powojennej przebudowy i zdjęcia z prac

rekonstrukcyjnych. Wtedy też poznaliśmy jego historię i etapy rozbudowy w XIX wieku. Wszystko

dokładnie pokrywało się z tym, o czym mówił duch. To było niewiarygodne! Stanowiło to równocześnie

dowód na rzetelność i prawdziwość źródła informacji. Podczas tych wizyt medium udało się nawiązać

kontakt także z innymi uczestnikami tej historii i dzięki nim uzupełnić chronologię zdarzeń. Okazało

się, że Sebastian Berzewiczy zostawił nie tylko kipu odnalezione na terenie zamku w 1947 roku przez

Andrzeja Benesza, ale również pewne wskazówki wyryte na kamieniach, które odnalazło medium. Na

tej podstawie odtworzyliśmy prawdziwą historię uciekinierów z Wenecji, całkowicie odmienną od

znanej legendy. 

    Poszukując danych w dostępnych źródłach internetowych, mogących chociaż w części – oprócz tego,

co uzyskaliśmy podczas wypraw do zamku – potwierdzić naszą wersję, natrafiłem na informację, że

historię Inków od wielu lat zgłębiał także reporter specjalizujący się w dziennikarstwie śledczym –

Aleksander Rowiński. W ciągu 30 lat swojego dochodzenia napisał na ten temat trzy książki, a każda

kolejna zawierała nowe, nieznane wcześniej fakty. Jak udało mi się dość szybko wyjaśnić, porównując

treść książek z wiedzą uzyskaną od medium, jego śledztwo dotyczące Inków utknęło w martwym

punkcie z powodu zbyt wielu zagmatwanych wątków i niepewnych poszlak. Jak sam później przyznał,

wydobył wszystko, co mógł, badając dostępne ślady konwencjonalną drogą – poprzez przeczesywanie

archiwów i docieranie do różnych ludzi. Nie zmienia to jednak faktu, że wykonał olbrzymią pracę

archiwisty i dokumentalisty...

   

   Ze względu na szacunek dla jego pasji i poświęconych lat zaproponowaliśmy mu wspólne

wyjaśnienie tej historii. Z początku nie chciał nawet słyszeć o Inkach, mówiąc, że dawno zakończył ten

rozdział, chociaż, jak się okazało w toku rozmowy, ciągle ktoś zwracał się do niego z nowymi

dowodami na prawdziwość legendy. Skapitulował, kiedy medium przedstawiła mu pewne fakty, znane

tylko jemu. Przyznał wówczas, że informacje od niej rzeczywiście pomogą w rozwiązaniu wielu wątków

i rzucą nowe światło na pewne poszlaki. 

   Podczas paru spotkań medium przekazało mu wszystkie posiadane rękopisy (zapisy seansów),

zdjęcia i obrazy malowane podczas medialnych kontaktów. Takich materiałów się nie spodziewał. Jego

zdziwienie nie miało granic, gdy przeglądał spisane przekazy. Nigdy nie wyobrażał sobie, że w sposób

paranormalny, rozmawiając z duchami jak z żywymi ludźmi, można uzyskać olbrzymią wiedzę i

rozwiązywać tajemnice strzeżone przez martwych. Informacje od medium były na tyle przekonujące,

że Rowiński wymusił na archiwistach czeskich i słowackich ponowne przetrząśnięcie archiwów i

wyszukanie wskazanych przez medium dokumentów. Wcześniejsze wieloletnie przeszukiwania nigdy

nie przynosiły spodziewanego rezultatu. Nigdy nie było do końca wiadomo, czego i gdzie szukać. Teraz

już wiedział, o co pytać! Udało się. To, o czym mówiło medium, zostało odnalezione w archiwach Brna,

Znojma, Lewoczy oraz Krumlowa. Razem z nim odbyliśmy w tym celu parę podróży do Czech i

Słowacji. Odnalezione cenne dokumenty, pisane mieszanym językiem niemiecko-czesko-łacińskim

pomagał nam tłumaczyć profesor Duchting z Heidelbergu. Dzięki temu udało się ustalić losy potomków

ostatniego Inka. W taki właśnie sposób, na każdym kroku informacje uzyskiwane od duchów

znajdowały potwierdzenie w archiwach, a one prowadziły medium w miejsca, o których nikt nie

wiedział.

 

   Współpraca z dziennikarzem Aleksandrem Rowińskim i medium trwa do dziś. Niestety zobowiązany

tajemnicą, nie mogę podać więcej szczegółów tej pasjonującej i niewiarygodnej historii. Dodam tylko,

że w niedługim czasie powinna się pojawić na rynku ich wspólna książka, wieńcząca ponad 30-letni

okres badań. Będzie to jedyna taka pozycja na świecie, w której dzięki informacjom z zaświatów i

dowodom archiwalnym, przedstawiona zostanie prawdziwa historia Inków w Polsce. Wiem też, że to

dopiero tak naprawdę początek pełnego wykorzystania zdolności medium i już teraz powstają

projekty, w których największa rola przypadnie właśnie jej – Tamarze Jermakowej-Szymańskiej. 

Tekst i zdjęcia: Greg Crimea