Ślęża oczami medium 2


 

"Na słowiańskiej góry szczycie

pod jasną nadziei gwiazdą

zapisuję wróżby słowa

wróci -

- wróci w stare gniazdo

stare prawo, stara mowa

i natchnione Słowian życie"

    - Roman Zmorski 1        

 

 

 Czytelnikom, którzy rok czekali na drugą część artykułu o Ślęży winien jestem parę słów wyjaśnienia. Artykuł, z powodu objętości, miał być wydrukowany w dwóch, kolejnych numerach. Pierwszą część wysłałem więc do redakcji, a drugą zamierzałem uzupełnić danymi potwierdzonymi historycznie. Dysponując odpowiednią ilością czasu, postanowiłem głębiej poznać odległą przeszłość góry, by dokładniej wiedzieć, o czym mówiła medium Tamara. Niestety, mój nieoczekiwany i długotrwały wyjazd za granicę pokrzyżował plany. Musiałem odłożyć interpretację materiałów aż do czasu powrotu. Mam jednak nadzieję, że to, co przedstawiam poniżej, w pełni usatysfakcjonuje oczekujących Czytelników. Przenieśmy się więc w czasie do momentu, w którym urwaliśmy naszą
rozmowę...

 

J.W. - Pani Tamaro, obiecała mi Pani, że po przerwie zabierze mnie w podróż w głęboką przeszłość. Jakimi sensacjami chce mnie pani zasypać. - Pytam, gdy popijając zieloną herbatę ponownie zasiedliśmy w wygodnych fotelach.

 

T.J. - Z góry Ślęża wygląda, lepiej powiedzieć zachowuje się,- poprawia się medium- jak talerz do odbioru telewizji satelitarnej, jak nadajnik … I ten złoty talerz ofiarny, o którym wspomniałam, nie przez przypadek także znajdował także szczycie. On też grał swoją rolę. Całość, tworzyła..., nadal tworzy swoisty nadajnik, jakby znajdowało się tam silne pole magnetyczne. Wibracje kompleksu są mocno odczuwalne. A jeśli promieniuje, to znaczy, że coś powinno znajdować się także we wnętrzu ziemi. Anomalne zjawiska zawsze związane są z występowaniem strefy pól magnetycznych, siatką magnetyczną i energetycznymi centrami ziemi. W nocy, gdy niebo jest pełne gwiazd i podczas pełni księżyca, ta strefa jest wyjątkowo aktywna. Może dochodzić do częstych obserwacji anomalnych zjawisk ….

 

J.W. - Wspomniała Pani też o gwiazdozbiorze jaki odzwierciedla kompleks, ale nie Oriona, jak chcą niektórzy tylko...No właśnie jaki?

 

T.J. - Niedźwiedzie, które wykonano odzwierciadlały zbiór Wielkiej Niedźwiedzicy. Było ich siedem, tyle co gwiazd. Odebrałam także przekaz, że według starych lokalnych legend, we wnętrzu ziemi żył straszny smok. W okolicy Będkowic powinien być widoczny grzbiet przypominający jego grzbiet. Tam też, w okolicy, są złoża cennych kamieni. Wierzono, że smok jadł skarby, więc w jego głowie powinny być cenności, w brzuchu złoża, a bliżej ogona odchody. Tam powinno być wejście- gardziel, tunel- brzuch i wyjście na górę... Między Sobótką i Ślężą także jest naturalny grzbiet wewnątrz pusty...

 

J.W. - Czyli gwiazdozbiór Smoka i Wielkiego Wozu????

 

T.J. - Tak, to te gwiazdozbiory. Dwie Niedźwiedzice i Smok pomiędzy nimi. Przeczytam Panu coś, co otrzymałam, gdy zapytałam o to. Medium bierze kartkę i zaczyna czytać po rosyjsku. -Ziemia obraca się dookoła swojej osi. To co widzialne i niewidzialne istnieje od dawna. Człowiek opiera się na tym, co widzi, czuje i tym żyje. Nie zna momentu, kiedy powstała ziemia, a liczyć zaczął z czasem, kiedy zaczął poznawać i wiedzieć więcej o otaczającym go świecie. Ziemia tworzy człowiekowi doskonałe warunki do życia. Nasycona wodą i powietrzem, nagrzana słońcem i własnym ciepłem. Noc dana jest człowiekowi dla odpoczynku a gwiazdy dla spokoju. Dają mu światło, tworząc swoiste drogowskazy, by czuł się bezpiecznym na swoim terytorium. Łącząc się ze światem gwiazd, wiesz gdzie się znajdujesz. Dlatego człowiek oznaczał swoje terytorium i nazywał je tym, co było nad nim i tym też, oznaczał swoje ziemie. Niedźwiedzice Duża i Mała i Smok. Jak umiał opisywał to, co nad nim i zostawiał figury przypisane danemu terytorium. Zostawiał za sobą też naskalne znaki. Można je poszukać na masywie, powinno być ich wiele. Wtedy człowiek nie mógł znać nazwy Orion. Opierał się na tym, co znał czuł i rozumiał, wiedział. Nocna mapa nieba powinna być odbita na ziemi jak lustrzane odbicie...

 

J.W. - Skąd wiedzieli jak nazwać widzialne gwiazdozbiory?

 

T.J. - To samo pytanie zadał mi mąż. Proszę posłuchać, mam to też napisane. "Dźwięk zachowywał wyobrażenie – głos dalekich, minionych czasów. Wszystko, co docierało do nich, przychodziło z daleka i dzięki temu wiedzieli i rozumieli, że wszystko co mocne, silne i dobre, przychodzi z nieba. Z ziemi wychodzi tylko to, co straszne i przerażające, czego wszyscy się bali(smoki, potwory). Stąd strach wszystkich przed tym i ofiarowanie ofiar. Wiedzieli o tym z przekazów i legend. Pamięć przodków..." Pamięć przekazywana z pokolenia na pokolenie, wszystko w polu informacyjnym. Reinkarnacja, informacja z wyższych sfer, szamani, kapłani... Kto jak widział i interpretował... Tam też w Będkowicach i okolicach powinny być dobre miejsca narodzin cennych kamieni i rzadkich rud. Drogi kamień powinien znajdować się gdzieś tam, popatrzeć trzeba na odbicie nieba...Oni to wyliczali i smok przedstawiał sobą grzbiet górski wychodzący ze Ślęży. Gwiazdy na niebie były dla ówczesnego człowieka światłem rozpraszającym mroki nocy. W dzień czcili słońce, w nocy gwiazdy i księżyc. Ówczesny człowiek zwracał się do nich, jak do bóstw, by jego świadomość łączyła się z boską. Dla nich gwiazdy były inteligentne i rozumne, podobnie jak księżyc i słońce. Wiedza dawała człowiekowi szansę, by zrobić krok do przodu. Dzięki górze człowiek realizował swoje pragnienia i potrzeby. Dzięki jej zasobom-rudom realizował swoje potrzeby. Robił z nich narzędzia i broń...

 

J.W. - Pani Tamaro, powiedziała Pani wcześniej, że na górze żyli wysocy, jasnowłosi ludzie, zaś potem przybyli niżsi o rudawych włosach. Czy to jedyne narody, które pojawiły się podczas Pani wizji?

 

T.J. - Nie, nie jedyni. Od najdawniejszych czasów ludzie przemieszczali się po całym świecie, mieszając się ze sobą. Różne rasy, kultury i narody. Przychodzili i odchodzili. Uciekali przed innymi. Tu znajdywali schronienie. Następnie szli dalej. Instynkt samozachowawczy gnał ich do przodu. W poszukiwaniu bezpieczeństwa skupiali się w grupy. Żyli w grupach i razem wędrowali, uciekając od prześladowców. Mieszkali wśród skał, chowali się w jaskiniach, wykorzystywali każdą dziurę i szczelinę. Żyli jak krety. Potem zaczęli wybierać spomiędzy siebie starszyznę... ale to byli ludzie przychodzący z daleka. Nie było typowo miejscowego narodu, czy grupy. Przybysze pojawiali się i znikali. Kierowali się instynktem samozachowawczym. On zapewniał im przetrwanie w ekstremalnych warunkach. W wizji widziałam ludzi przychodzących ze wschodu. Ale to nie jedyny kierunek. Taki obraz po prostu zobaczyłam...W różnych czasach przybywali zewsząd. Lepiej powiedzieć, że przypływali na Ślężę, gdyż tam było dużo wody. Oni płynęli wodą... Dzicy, kudłaci, brodaci, cali zarośnięci, ubrani w łachmany ze skór. Na tratwach, czółnach, kawałkach pni... Znali ogień, mieli ze sobą krzemień. Uciekali przed czymś. W tym samym, czasie na masywie żyli też inni ludzie. Jaśni, ubrani byli w długie koszule. Ale były ich garstki …. Inaczej ubrani niż ci, co przypłynęli. Byli jaśniejsi i żyli w głębokich jaskiniach między szczytem a Radunią. Mieszali się ze sobą...

 

J.W. - Wróćmy na chwilę do rzeźb. Czy wie Pani, gdzie, kiedy i kto je wykonał?

 

T.J. - Muszę przyznać, że nie dam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Według tego, co udało mi się ustalić, nie ma jednego miejsca i okresu w którym powstały. Mało tego, mam wrażenie, że robiły je inne kultury i narody. Mówiłam Panu o niedźwiedziach. Te robione były na dole, przy strumieniu lub małym wodospadzie, z którego ciągle lała się woda. Tam obrabiali kamienie. Najpierw obciosywali je za pomocą metalowego dłuta....

 

J.W . - Metalowego? Przepraszam, ale czy może Pani określić wygląd tego metalu?

 

T.J. - Tak, to taki gładki jak kamień, ciemny metal. Na pewno metal... To dłuto wyglądało jak toporek, mała siekierka... Ich główki wyglądały jak podłużny kamień z dziurką pośrodku, w którą wkładano rękojeść. Tymi toporkami jak dłutem ciosano kamień, uderzając z góry kamieniem. Rzeźby robili w pobliżu wody. Widziałam jak woda ciekła z czegoś na kształt wodospadu, czy rury z wodą. Lala się przez cały czas z góry na obrabiany kamień, który był na mokro szlifowany drugim kamieniem. To było niżej... Ale nie na samym dole, u podnóża. Duże kawałki skał, z których je wykonywali, obwiązane były linami i ciągnęły je konie. Dla ułatwienia transportu pod bloki podkładano okrągłe polana. Całość wyglądała jak gąsienica. Liny, konie, podkłady... Misie robione były na zamówienie. To miejsce było jakby warsztatem kowalsko-kamieniarskim, dlatego, że widziałam coś, co wyglądało jak kuźnia, gdzie znajdowało się wiele różnych szpikulców, kamiennych tłuczków, młotków, strzał z brązowego, gładkiego jak kamień metalu, zrobione toporki. Wtedy nie było pieniędzy. Wszystko wymieniali pomiędzy sobą. W cenie był metal, różny metal. Właściciel był poważanym człowiekiem, bogatym. Ludzie ubrani w szaty jak worki przepasane sznurem. Ciekawe, że konie miały kopyta owinięte grubą warstwą szmat. Nie widziałam podków. U podnóża góry przędzono len. Kamieniołomy, kamienie, woda... Każda figura miała swoje znaczenie ofiarne-niosła jakąś informację. Robione na zamówienie. Potem, gdy góra była podzielona na dwie części oznaczały granicę terytorium. Jeden z właścicieli używał ich w tym celu. Wtedy też powstał znak krzyża... Ale to nałożenie czasu... jakby inna epoka... Wydaje mi się, że niedaleko tego miejsca gdzie wykonano misie, były lub nadal są złoża marmuru...- Medium robi przerwę, jakby odpoczywając...

 

J.W. - A postać z rybą ?- (pytam szybko wykorzystując moment milczenia).

 

T.J. - Jak mówiłam wcześniej to bóstwo płodności. Młoda dziewczyna, pól ryba pól kobieta, coś w typie rusałki. Kobieta wychodząca z wody. To, co się zachowało to tylko część. Brakuje góry i dołu. W miejscu stóp miała rybi ogon. Na rzeźbie można zobaczyć co prawda fałdy sukni, ale one przechodziły w płetwę ogonową. Symbolizowała życie, które wyszło z wody, boginię, która wyszła z oceanu. Mam wrażenie, że ją tu przyniosło... Tutejsi ludzie odebrali ją jako dar dla nich symbolizujący płodność i urodzaj. Wykonano ją z monolitycznego kawałka skały. Ale nie wycięto go z większej całości. Ten blok był samorodkiem. Trzeba by sprawdzić, co za typ skały pozostawia takie „wolne” kawałki. Postać miała prawie cztery metry wysokości. Cały czas mam ciągłe wrażenie, że ją wyrzuciła woda, że przyniesiona była przez wodę, albo przywieziona, i wyrzucona na brzeg. Może woda ją odkryła, wypłukała z piasków? Nie wiem. Widziałam wodę i jej figurę, która z niej jakby wychodziła. Stała niżej, na płaskim terenie, w dole na polanie. W wizji widziałam ją oświetloną słońcem a troje zarośniętych ludzi z długimi włosami w długich koszulach klęczało na kolanach i modliło do niej. Potem także na kolanach wycofali się. Gdy ta rzeźba przybyła, cały teren był przykryty wodą. Dookoła masywu było dużo wody, wyglądała jak morze. W promieniu trzydziestu kilometrów od centrum góry było w miarę sucho. Dalej wszystko było zalane. W miejscu Wrocławia była woda....I ta rzeźba, mam wrażenie, że ma coś wspólnego ze północą...jakby nie powstała tu na miejscu... Ona przypłynęła, może ją woda wyrzuciła na brzeg lub woda ją odsłoniła... Stala na płaskim terenie... Nie potrafię powiedzieć, muszę jeszcze raz tam być i ją dotknąć, bo sama nie mogę tego zrozumieć... Może ją robiła dawna kultura przybyła z północy? Z czasem ją przykryła ziemia i potem woda ją wypłukała? A może przybysze wykonali ją tu, ale przedstawiała postać z ich panteonu? Po prostu ona tu nie pasuje... I ta woda? To jeszcze jest do zbadania, ale wiem, że jest o wiele starsza niż niedźwiedzie. Mam wrażenie, ze jest bardzo, bardzo stara i wyszła jakby spod ziemi, jakby przy potopie ją wyrwało i tu przyniosło.

panna_z_rybka.jpgpanna.jpg

Rzeczywisty wygląd rzeźby pt. "Panna z rybą". Przywoływanie przeszłości. Badania na Ślęży

 

J.W. - Zaskoczyła mnie Pani. Nigdy nie brałem pod uwagę takich historycznych możliwości, takich niuansów. Woda otaczająca Ślężę, przybysze niosący swoje wierzenia... Historia przytacza suche fakty a tu taka kolorystyka... A pozostałe odkryte zabytki?

 

T.J. - To normalne, że fakty archeologiczne i historyczne są suche. Proszę się nie dziwić. Naukowcy opierają się na tym, co znajdą i co jest już znane. Dopasowują do siebie elementy układanki. Nie mogą, bo nie ma takiej możliwości, by w swoich ustaleniach ująć koloryt i bogactwo ówczesnego życia. To nierealne i nawet trudno wyobrażalne... Ale wróćmy do pytania. Innych rzeźb jeszcze nie widziałam, więc nic nie mogę powiedzieć. Kiedy będę tam następnym razem, postaram się dowiedzieć więcej. Ta głowa sfinksa ze zdjęcia, o którą pan wcześniej pytał, według tego, co udało mi się dowiedzieć, nie była obrabiana tak, jak niedźwiedzie. Ją wydłubywano. W krótkim odczycie(psychometryczna wizja wywołana kontaktem ze zdjęciem przedstawiającym w/ w przedmiot) widziałam ciemną jaskinię. Mam też wrażenie, że jest naprawdę stara jakby pierwotna i że przybyła z daleka. Ale zastrzegam, że to tylko wrażenie...

 

J.W. - Opisała pani dokładnie sam szczyt, ale czy udało się umiejscowić obrazy z wizji w czasie? To by pomogło nam w chronologicznym ustaleniu dziejów góry.

 

T.J .- Mój mąż też zawsze pyta o szczegóły, by ustalić okres który widzę, ale nie znam się na tym. Dla mnie dawne ubiory, narzędzia czy broń są do siebie podobne... Ale spróbuję. może się Panu uda(medium uśmiecha się serdecznie). Droga na szczyt. Jak wówczas widziałam, to wysocy ludzie rzucali pierwsze kamienie. Wyżsi od nas... Ale kiedy wykładano tę drogę, ludzie byli już inni. Ubrani w inne szaty, w sukmany ze spodniami. W łapciach. Układali kamienie, oczyszczali teren z korzeni. Potem zbudowali w połowie ochronne i obserwacyjne ogrodzenie, taką ścianę z głazów. Na szczycie była polana, punkt obserwacyjny, święte miejsce. Droga powstała, by łatwiej można było jechać konno, ciągnąć wozy, iść pieszo i zanosić dary... Potem zbudowano na szczycie gród drewniany, następnie murowany... Ale pierwotnie była tam tylko szczelina-jaskinia, która prowadziła na dół. Wychodziły z niej trzy główne wyjścia, ale mające liczne korytarze, które tworzą prawdziwy labirynt pod całą górą. Cała góra jest poryta tunelami i korytarzami. Widziałam też niemieckich żołnierzy i więźniów, którzy ryli korytarze. Tam coś wydobywano i składano... Odnośnie tuneli wiem, że istnieją we wnętrzu góry korytarze z gładkimi, jakby oszklonymi ścianami. W wizji widziałam ludzi z pochodniami, którzy bardzo byli zdziwieni, gdy je oglądali....

 

J.W. - Odbiegniemy trochę od dawnej historii, ale bardzo jestem ciekawy, czy to prawda, że Niemcy coś ukryli we wnętrzu góry?

 

T.J. - Historia jest niezmiernie intrygująca, ale to temat na inny artykuł i następny etap poznawania sekretów góry. Poza tym muszę być tam na miejscu, ale nie wykluczam, że w następnym roku się tym zajmiemy... Zresztą, muszę przeprowadzić badania uzupełniające. Tak więc, to wszystko co mogę w tej chwili Panu powiedzieć. Więcej nie wiem...

 

J. W. - Informacje od Pani i tak są bardzo cenne. Rzucają nowe światło na dawną historię Ślęży. Teraz muszę je tylko dopasować do oficjalnej chronologii. Mam nowy trop, którym zamierzam pójść... Dziękuję…

 

T.J. - Cieszę się, że mój dar można wykorzystać w ten sposób.


 

 

Na tropie tajemnicy


 

    Przeszłość widziana oczami medium ujawniła wiele szczegółów, na tyle intrygujących, że pomyślałem, iż warto przypatrzeć się in dokładniej. Pierwsze, co

mnie zastanowiło, to to, że Masyw Ślęży otoczony był wówczas wodą. Kiedy to mogło być?

 

   Ostatnie zlodowacenie, nazywane zlodowaceniem północnopolskim, lub zlodowaceniem Wisły. trwające według najnowszych badań od 115 do 11,7 tyś. lat temu, objęło już tylko północną część Polski. Podczas topnienia lądolód zatrzymał się nieco dłużej na linii określanej jako faza pomorska. Olbrzymie masy lodu ostatecznie ustąpiły z terenu obecnej Polski około 13 tys. lat temu. To nie był szybki proces. Stopniowe ocieplenie klimatu powoli topiło lądolód. Woda z topniejących lodowców zalewała olbrzymie połacie lądu i długo utrzymywała się zwłaszcza na terenie płaskim i obniżonym. By przedstawić sobie jak zachodził ten proces w przeszłości wystarczy przypomnieć sobie, jak co roku wygląda u nas przedwiośnie, gdy wody z topniejącego śniegu rozlewają się po niżej położonych terenach. Nie trudno więc wyobrazić sobie, że polodowcowe morza i jeziora mogły utrzymywać się nawet kilka tysięcy lat. Historycy są pewni, że człowiek w Masywie Ślęży pojawił się już w plejstocenie, gdy północne części Polski pokrywały jeszcze resztki lądolodu. Wraz z ocieplającym się klimatem, zaczęły napływać luźne i nieliczne koczownicze grupy myśliwych i zbieraczy, ale w tym okresie, między 10–7 tys. lat p.n.e., grupy takie pojawiały się tylko sporadycznie. Jakże idealnie pasuje więc obraz małych grup, obdartych, zarośniętych dzikich plemion koczowniczych, płynących na czym się tylko da, „widziany” przez medium!

 

   Najstarsze szczątki szkieletów ludzkich, znalezione w Tyńcu nad Ślęzą. pochodzą z okresu 7–4 tyś. lat p.n.e. Ale dopiero w neolicie (młodsza epoka kamienna trwająca od 4–1.8 tys. lat p.n.e.) jak się uważa, grupy łowców stopniowo przechodziły od koczowniczego, do osiadłego trybu życia zajmując się głównie rolnictwem. Znaleziono tu kamienny toporek i fragmenty naczyń kultury pucharów lejkowatych. Opadające wody z polodowcowych roztopów na Nizinie Śląskiej odkryły bardzo urodzajne ziemie. Osiadły tryb życia pozwolił też na rozwijanie rzemiosła. Odnalezione w okolicy Masywu produkty garncarstwa swoimi ornamentami potwierdzają występowanie kultury ceramiki wstęgowej. Już wtedy na stokach Raduni rozpoczęto eksploatację serpentynitu z którego wykonywano narzędzie, i który po wypolerowaniu służył jako kamień ozdobny lub surowiec do wyrobu ozdobnych naczyń, zaś w pobliskim Jordanowie Śląskim cennego nefrytu. W Polsce nefryt występuje tylko w okolicach Ślęży, koło Złotego Stoku. Ponadto w Alpach, Skandynawii, Chinach i Nowej Zelandii. Ludność wydobywająca tą cenną skałę wytworzyła specyficzną kulturę, którą wyodrębniono i nazwano kulturą jordanowską. Narzędzia wytworzone tutaj wywożono daleko, być może aż do Troi. Przez Jordanów przechodził także szlak cynowy, wiodący z przedpola Alp do Azji Mniejszej.

 

    W epoce brązu (1.8 tyś.-700 lat p.n.e.) okolice Masywu Ślęży były już dość gęsto zasiedlone. U jego podnóża pojawiły się nowe osady w Sobótce i w Świątnikach. Ludność prócz rolnictwa zajmowała się garncarstwem, tkactwem, wydobywaniem cennych kamieni i rud. Wtedy też, jak uważają badacze, zaczął krystalizować się kult ciał niebieskich. Ślęża została poświęcona słońcu, zaś Radunia – księżycowi. Kultura unietycka około 1400 r. p.n.e. zaczęła przechodzić w przedłużycką, a ta po 200 – 300 latach w łużycką.

 

    Później dotarły tu plemiona celtyckie, które wywarły duży wpływ na rozwój tutejszych ludów. W okresie gdy Aleksander Macedoński podbijał Wschód plemiona celtyckie, wywodzące się z dorzecza Renu i Dunaju rozpoczęły kolonizację środkowej Europy. Już IV w. p.n.e. jedno z plemion wędrujące z Czech, przez Przełęcz Międzyleską, dotarło na środkowy Śląsk. Przybysze podbili część miejscowych rolniczych plemion i stworzyli własne państewko na żyznych glebach między Bystrzycą, a Nysą Kłodzką, gdzie na wzgórzach wznosili warowne osady. Przynieśli ze sobą zaawansowaną technologię obróbki obróbki metali(głównie żelaza), garncarstwo i szklarstwo. Dzięki nim rozpowszechniło się koło, piece garncarskie, dymarki, żelazne sierpy i radlice, żarna rotacyjne... Wprowadzili do obiegu przywiezione ze sobą, a później wyrabiane na miejscu monety. Utrzymywali ożywione kontakty z Rzymem. To owocowało utrwaleniem szlaków handlowych wiodących ze Śląska przez Sudety i Morawy nad Morze Śródziemne... Jednak już w II w. p.n.e. Celtowie stopili się z miejscową ludnością. Lingwistyczną pamiątką tego procesu jest nazwa grodu Niemcza. Podbite plemiona nazwały go Niemcy, co oznaczało grud "niemych", to jest posługujących się nieznaną mową. Także pierwotna nazwa Gór Sowich – Góry Iłowe wywodzi się prawdopodobnie od celtyckiego jil, oznaczającego złoto.

 

    To dane historyczne ale jakże zbieżne jest to tym, co mówiło medium! Masyw Ślęży od zawsze przyciągał różne ludy i narody. Przybysze asymilowali się z miejscowymi. Jedna kultura pochłaniała drugą, tworząc swoisty kulturowy tygiel.

 

   Tylko religia i kult przyrody pozostawał niezmienny. Dzięki danym historycznym i przekazom medialnym możemy spróbować rozświetlić nieco mroki przeszłości. Najwięcej kontrowersji wzbudzają ślężańskie rzeźby. Mnie, w wizji medium Tamary uderzyły trzy rzeczy. Po pierwsze: Niedźwiedzie powstawały w czasie kiedy już był w użyciu ciemny metal. Po drugie, nie znano wtedy pieniędzy. Wymieniano dobra między sobą, a po trzecie, konie nie były podkute, ich kopyta były owinięte. Tym metalem najprawdopodobniej był brąz, który na ziemiach polskich pojawił się już na przełomie III i II tysiąclecia p.n.e. Ówczesne kultury związane z wczesną epoką brązu w zasadzie jeszcze nie znały technologii wytwarzania brązu, więc pierwsze wytwory z miedzi, srebra i złota pochodziły z wymiany towarowej i kulturowej. Przyniosły je w latach 2300-2100 p.n.e. nowe grupy wędrujące z południa Europy, reprezentujące kultury oparte na tradycji kultur ceramiki sznurowej: kulturę strzyżowską i kulturę mierzanowicką. Po nich pojawiła się kultura madziarowska i kultury związane z kulturą unietycką. W tym czasie powstały już silne ośrodki metalurgiczne. W połowie 2 tysiąclecia ziemie polskie, w dorzeczu Odry i Wisły, znalazły się w orbicie wpływów czeskopalatynackiej i środkowodunajskiej kultury mogiłowej. W późnej epoce brązu występowała kultura łużycka, zaliczana do kręgu kultur pól popielnicowych, z tego okresu znane jest stanowisko archeologiczne w Biskupinie. Koniec epoki brązu przypada na lata 1000 – 700 p.n.e., kiedy to na Bliskim Wschodzie zaczęły tworzyć się pierwsze państwa i pojawiło się niewolnictwo, a na większości obszarów Europy rozpoczął się stopniowy rozkład wspólnoty pierwotnej.

 

    Tamara Jermakowa powiedziała, że wtedy nie znano pieniędzy. Historycy ustalili, że Celtowie, którzy wprowadzili na ziemiach polskich do obiegu pieniądze, zaczęli przybywać w VI wieku p.n.e. Biorąc pod uwagę już tylko te dwie informacje, można wysnuć wniosek, że niedźwiedzie a przynajmniej jeden z nich, ten, stojący w połowie wejścia na górę(tego na górze jeszcze nie badała), obok postaci z rybą, został wykonany między XI a VI wiekiem p. n. e. Już po rozpadzie wspólnoty pierwotnej a przed przybyciem Celtów...

 

    I jeszcze sprawa podków. Kopyta końskie są odpowiednikiem ludzkich paznokci i zwierzęcych pazurów. Rosną przez cale życie. U dzikich koni ich ścieranie zachodzi w sposób naturalny. Te, wykorzystywane przez człowieka, narażone są na ich uszkodzenia z powodu dźwigania dodatkowego ciężaru oraz poruszaniem się po podłożu wybieranym przez jeźdźca. W V wieku p.n.e. grecki wódz Ksenofont, szukając sposobu utwardzenia i zabezpieczenia kopyt, zalecał trzymać konie w stajniach o podłodze lekko pochyłej, dla zapewnienia odpływu uryny, brukowanych kostką "na grubość kopyta". Rzymianie, chroniąc kopyta wierzchowców i koni zaprzęgowych wykorzystywali specjalne sandały- skórzaną lub metalową podeszwę, którą przywiązywano do kopyt. Jednak prawdziwe podkowy(wykonane z brązu), przybijane gwoździami, stanowiące jedyną skuteczną ochronę przed ścieraniem, pojawiły się u Celtów i Galów w pierwszych stuleciach naszej ery. Podkowa, jaką znamy dziś, upowszechniła się dopiero około dziesiątego wieku naszej ery. I dlatego konie pracujące na stokach Ślęży „widziane” przez medium miały zabezpieczone kopyta. Brak podków, także sugerowałby, że rzeźby powstały na długo przed ich wynalezieniem. Wniosek wysnuty na tej podstawie potwierdza także prymitywny sposób obróbki materiału z którego są wykonane. Dłuto z brązu nie ma odpowiedniej twardości, by ciosać granit. Dlatego nacięcia szlifowano na mokro innym kamieniem. Ścierany pył w połączeniu z wodą dawał efekt papieru ściernego... Gdyby dysponowano wówczas narzędziami z żelaza, kształt rzeźby wyglądałyby zupełnie inaczej. A więc nie są to niedźwiedzie graniczne, jak się powszechnie uważa, wykonane w XII wieku w czasach Piotra Włostowica- właściciela ślężańskiego masywu...

 


     Postać z rybą, zgodnie z tym, co mówiła Tamara Jermakowa, przedstawiała blisko czterometrowej wysokości młodą kobietę- dziewczynę z rybim ogonem wychodzącą z wody. Część badaczy jest zdania, że to postać mężczyzny inni uważają, że kobiety ze średniowiecznej legendy. Obecnie uważa się nawet, że to rzeźba Piotra Włosta, lub chrześcijański wizerunek św. Piotra. Jednak jak się przyjrzyjmy bliżej, to wyraźnie widać, że to nie mężczyzna. Najbardziej rzuca się w oczy nietypowy sposób trzymania ryby. Mężczyzna trzymałby ją przed sobą w obu zgiętych rękach(wystarczy porównać zdjęcia wędkarzy, chwalących się złowioną rybą)stojąc na lekko rozstawionych nogach(taka postawa zapewnia stabilność). Nawet jeśli rzeźba miałaby przedstawiać gest ofiarowania. Kształt rzeźby sugeruje jednak, że to kobieta, która trzymając ciężką rybę, pomaga sobie lewą nogą, zginając kolano i podnosząc nieco udo. Wskazują na to również stosunkowo wąskie, nierozbudowane ramiona i szerokie, krągłe biodra. A to, że postać pozbawiona jest biustu? Jeśli symbolizowała młodą dziewczynę- rusałkę nie musiał być wyeksponowany. Dziewczęta dojrzewają różnie, jedne szybciej inne wolniej. Nie można też wykluczyć trudności z wyrzeźbieniem i dopasowaniem do kompozycji całości. Najciekawsza jest jednak symbolika tej rzeźby. „Symbolizowała życie, które wyszło z wody, boginię, która wyszła z oceanu.” Starożytni filozofowie i uczeni rozumieli, że życie na ziemi powstało z wody. Ryby były symbolem narodzin życia, gdyż w porównaniu do innych żyjących stworzeń są najbardziej płodne. Dawni Grecy i Rzymianie czcili ryby, gdyż związane były z Afrodytą(rzym. Wenerą)boginią piękna, miłości, urodzaju i płodności, która narodziła się z morskiej piany. Interesującą pozostałością po tych dawnych pogańskich rytuałach jest także jedzenie ryby w piątki, w dzień, który swoją nazwę zawdzięcza skandynawskiej Wenerze- Freji (Friday- piątek). I ten dzień, był dniem świętym dla wielu narodów oddających cześć morskiej bogini...

 

     W książkach Kazimierza Chodkiewicza2 i Heleny Bławatskiej3 znajduje się opis stworzenia świata i geneza ludzkości. Nie będę teraz streszczał ich treści, zostawiam to bardziej dociekliwym Czytelnikom, ale zajmę się tylko fragmentem ezoterycznej wiedzy, która jak się wydaje przetrwała przez tysiąclecia w mitach i legendach ludów na całej planecie. Otóż istnieją mitologie, w których mówi się o tym, że w głębokiej przeszłości, na długo przed pojawieniem się rasy ludzkiej jaką my znamy, na ziemi istniała rasa wyjątkowych istot, która została zniszczona przez bogów. W zachowanych do naszych czasów starożytnych tekstach mówi się, że dawne świątynie chroniły pisemne świadectwa opisujące prehistoryczny świat, ale informacja o nim była ściśle strzeżona i dostępna była tylko dla wtajemniczonych. Zgodnie z tym, co głosiły, rasa ludzka powstała, wywodzi się od wysokorozwiniętych stworzeń, prowadzących ziemno-wodny tryb życia. Dlatego pierwsi ludzie pokryci byli łuskami i oddychali skrzelami. Stworzenia te, pojawiały się także i później, gdy człowiek zaczął już prowadzić lądowy tryb życia. Wychodziły z wody zawsze po wielkich katastrofach, by nieść nielicznym ocalałym z rodzaju ludzkiego wiedzę, by wskazać mu kierunek rozwoju i nauczyć jak żyć w nowych warunkach. Dlatego zgodnie z tymi przekazami, choć w mocno zmienionej formie, ryby były uważane przez starożytnych za prarodziców człowieka. Wyjątkowym kultem czcili je Chaldejczycy, Fenicjanie i Bramini w Indiach, Sumerowie i Hetyci. W mitologii babilońskiej występował Ea, jeden z najważniejszych bogów asyryjsko-babilońskich, bóg wód, kultury, mądrości, cywilizacji, sztuk i rzemiosł artystycznych. Grecy nazwali go Oannes -człowiek ryba, który wyłonił się z morza Erytrejskiego. Ciało ryby, we wnętrzu rybiej głowy miał głowę ludzką. Mówił jak człowiek, żył między ludźmi, ale nic nie jadł. Nauczył ich pisać, pokazał jak siać, zbierać owoce, budować miasta. Pokazał także jak rozwinąć rzemiosło i sztukę. Zapoznał z wiedzą matematyczną i fizyczną, objaśnił prawa przyrody i geometrii. Jego pojawienie wyniosło ocalałych, półdzikich ludzi na całkiem inny, wyższy poziom rozwoju. Ale nie był jedynym. Po nim pojawiało się wielu jemu podobnych, którzy na całej ziemi szerzyli wiedzę i kulturę. Między innymi i sumeryjski Enki- bóg słodkich wód, bóg mądrości, stwórca człowieka...


 

    Czy rzeźba „Panny z rybą” ma coś wspólnego z tymi dawnymi legendami? Medium Tamara powiedziała, że jest dużo starsza niż niedźwiedzie. Wydaje się to jak najbardziej prawdopodobne. Jak wynika z historycznych ustaleń, Ślęża nie była odizolowana od reszty świata. Od wieków przybywały tu ludy niosące swoją kulturę, religie i przekonania. Starożytna wiedza o pradawnym świecie, choć ubrana w płaszcz mitologii ciągle była żywa, a echo dawnych wydarzeń jeszcze nie przebrzmiało...


 

     Na tym kończę tę próbę analizy informacji uzyskanych paranormalną drogą. W tym momencie to, czego się dowiedziałem w zupełności wystarczy. Cieszę się, że informacje od medium, które spędziło na górze tylko kilka godzin, mają swoje potwierdzenie w naukowych ustaleniach. Uważni czytelnicy analizując słowa medium mogą odnaleźć jeszcze więcej informacji, które można zweryfikować i tym samym uzupełnić najnowsze odkrycia, bowiem każde słowo, każda sugestia może być cenną wskazówką do prowadzenia dalszych poszukiwań.

     Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że w niedalekiej przyszłości góra odkryje chociaż część swojej tajemnicy...


 

                                                                                                                                                                                                                                                       Jakub Wesołowski

                                                                                                                                                                                                                                                             listopad 2010


 


 

Ps. W 1986 udokumentowano duże złoże rud żelaza, tytanu i wanadu na wschodnich stokach Ślęży, ale nie są one jednak eksploatowane, chociaż ktoś wykorzystywał je w głębokiej przeszłości.

1 Wpis polskiego poety dokonany w 1848 r. do księgi gości schroniska na szczycie Ślęży

2 Kazimierz Chodkiewicz, Ewolucja Ludzkości- zarys antropogenezy okultystycznej, Miesięcznik Lotos, 1936

3Helena Bławatska, Tajna Doktryna