Bakczysaraj - wrota czasu


 

Okolice Bakczysaraju na ezoterycznej mapie Krymu są jak magiczne Eldorado. Tajemnicza przeszłość wywiera tu wpływ na teraźniejszość, a przyroda i energia egregorów żyjących tu narodów ukształtowały miejsca o niespotykanym nigdzie indziej charakterze i oddziaływaniu.

panorama.jpg
 

To właśnie tu, w pobliżu wioski Sałaczik, u stóp Uspieńskiego Monastyru, pod nawisem skalnym w niewielkim jarze Kanly-Dere został znaleziony szkielet półtorarocznego dziecka. Wiek znaleziska określono na 50 do 60 tyś. lat, a więc na środkowy paleolit, nie to jednak było sensacją, lecz fakt, że szkielet należał do dziecka będącego krzyżówką neandertalczyka z człowiekiem z Cro-Magnon. Odkrycie wywróciło dotychczasową historię ludzkości do góry nogami, bo dowodziło niezbicie, że dwa różne gatunki, reprezentujące oddzielne linie rozwojowe, mogły się ze sobą łączyć. Dowody na to znaleziono jeszcze tylko w dwóch innych miejscach na świecie, z których jedno także znajduje się na Krymie, a drugie – w południowo-zachodnim Taszkiencie.

                                                                                                                                                                        
 

Miałem w pamięci to unikalne odkrycie, gdy byłem w Bakczysaraju. Uświadomiłem sobie wtedy, że gatunek ludzki od początku swego istnienia wybierał na swe siedliska tylko te miejsca, które wywierały wyjątkowo dobroczynny wpływ. Nie mając pojęcia o świecie energii, ludzie kierowali się intuicją i odczuciami. Wyniki swoich obserwacji oraz szacunek dla przyrody przekazywali następnym pokoleniom. Przez tysiąclecia liczne ludy i narody wykorzystywały wiedzę poprzedników. Z czasem intuicyjne poznanie ubrano w religijne szaty i miejsca o szczególnej sile oddziaływania stawały się ośrodkami kultów. Zmieniały się cywilizacje, kultury i religie, jednak moc tych lokalnych czakramów nie malała. Przeciwnie, dzięki nakładaniu się na siebie wierzeń – rosła w siłę.


 miejsca_mocy.jpg

Ludowe podania precyzyjnie określają położenie tego typu miejsc: uroczysk, dolin, skał, jaskiń i źródeł. Wielu z nich nadano miano świętych. Osoby, które tam przebywają, wyraźnie odczuwają rozjaśnienie umysłu, wyostrzenie zmysłów wzroku, słuchu i węchu, przypływ energii; ustępuje tam zmęczenie; ma się poczucie świeżości i lekkości ciała.


 

Tu Ziemia wciąż żyje


 

Miejsca mocy półwyspu krymskiego rozłożone są nierównomiernie. Najwięcej jest ich w okolicach Bakczysaraju, Sewastopola i na południowo-wschodnim wybrzeżu, co związane jest z trwającymi tam nieustannie procesami sejsmicznymi i wulkanicznymi.


 

Geologiczna aktywność Ziemi w miejscach tektonicznych zrębów, zapadlisk i uskoków wyzwala olbrzymią ilość energii, tworzy liczne strefy geopatyczne i kanały energoinformacyjne. W wyniku tego rodzaju oddziaływań dochodzi także do wyrzucenia z wnętrza ziemi radonu – bezbarwnego, bezwonnego, ale radioaktywnego gazu. Jest on produktem rozpadu radu – który z kolei powstaje z rud uranu znajdujących się we wszystkich skałach pochodzenia wulkanicznego. Toksyczny i rakotwórczy radon może mieć także działanie lecznicze, ale tylko wtedy, gdy jest bardzo rozrzedzony. Takie warunki są spełnione w trzech łańcuchach górskich na Krymie: na płaskich szczytach ostańców i w licznych, dobrze wentylowanych dolinach. Tam nawet rośliny i woda nabierają „magicznych” właściwości. Wapień, z którego częściowo są zbudowane góry, neutralizuje działanie szkodliwego promieniowania, a woda sącząca się przez mineralne filtry nabiera szczególnych cech...

Turyści przyjeżdżający do Bakczysaraju na ogół nie zdają sobie sprawy z niezwykłości tego miejsca. Nie wiedzą, że stoją na progu innego świata. A przecież wystarczyłoby tylko zatrzymać się na chwilę, zamknąć oczy i skoncentrować, by całym sobą pogrążyć się w falach i potokach pozytywnej energii.


 

Wrota czasu


 

Nazwa Bakczysaraj kojarzy się zazwyczaj z siedzibą tatarskich władców, którzy – niczym sułtan z baśni „Tysiąca i jednej nocy” – żyli w przepychu i luksusie, w pałacach, wśród wonnych, wiecznie kwitnących ogrodów i w otoczeniu pięknych nałożnic. Skojarzenie to jest po części prawomocne, bo Tatarzy, którzy przybyli tu w XIII wieku wraz z hordą Batu-Chana, przynieśli ze sobą swoje obyczaje i tradycje. Ich wschodni styl życia wywarł znaczny wpływ na kulturę Krymu i nadał jej orientalny charakter.


 front_palacu.jpg

Adam Mickiewicz podczas swojej podróży na Krym w 1825 roku był pod ogromnym wrażeniem egzotycznego piękna półwyspu i magicznej, orientalnej kultury. Nazwał półwysep „Wschodem w miniaturze”.

                                                                                     
 

Bakczysaraj w złotych latach rozkwitu był nie tylko siedzibą władców, lecz także centrum politycznym, religijnym i kulturowym. Symbolem jego dawnej świetności jest słynny pałac wybudowany na przełomie XV i XVI wieku przez Mengli I Gireja. Łączący włoski renesans i wschodnią ornamentykę zespół pałacowy uważany jest za perłę architektury. To jeden z zaledwie trzech tego typu, dobrze zachowanych do naszych czasów muzułmańskich kompleksów budowlanych w Europie. Dwa pozostałe to pochodzący z tego samego okresu pałac Topkapi w centrum Stambułu (Turcja) i znacznie starsza arabska Alhambra w Grenadzie (Hiszpania).


 dziedziniec_z_meczetem_i_minaretami.jpgnajstarszy_portal.jpg

Zdarza się, że osoby, które przybywają do Bakczysaraju, odczuwają wewnętrzne drżenie, i nie jest to związane z dziecięcą niecierpliwością czy radosną podnietą, by jak najszybciej zobaczyć ów cud tatarskiego świata. Ten – chwilami dokuczliwy – stan jest sygnałem zbliżania się do czegoś niezwykłego, co niezupełnie jest związane z miastem i jego zabytkami. Brama pałacu sprawia wrażenie wrót czasu, gdzie przeszłość miesza się z teraźniejszością, gdzie przez tysiąclecia nakładały się na siebie kultury i tradycje. Towarzyszy temu przeczucie, że muzealny kompleks to zaledwie przedsmak tego, co kryje się w rejonie Bakczysaraju...


 

Oczywiście, można poprzestać na podziwianiu pałacu, licznych sal i komnat, których ściany, sufity i podłogi zadziwiają niezwykłą ornamentyką. Chodząc po urokliwych wewnętrznych dziedzińcach, zaglądając do skrzydeł mieszkalnych przez kunsztowne, bogato zdobione portale, można poczuć dawne tchnienie Orientu. Ulotny, delikatny niczym ażur klimat kompleksu i wyobraźnia podsycana kolorową świeżością odrestaurowywanej obecnie zabudowy podsuwają obrazy tętniącego tu niegdyś życia. Wydaje się, że za chwilę zobaczymy grupkę roześmianych kobiet wybiegających z haremu lub delegację posłów zdążających na audiencję. Zapach kwiatów i szum wody pluskającej w licznych fontannach oszałamia, co potęguje głos imama rozlegający się z pobliskiego meczetu Chan-dżami – największej świątyni Tatarów krymskich. Ten stojący na pałacowym dziedzińcu budynek z dwoma wysmukłymi minaretami jest „znakiem firmowym” bakczysarajskiego pałacu.

fontanna_lez.jpgsala_i_sufit_komnaty_sadu_i_rady.jpg

Turystów przyciąga rozsławiona przez Puszkina Fontanna Łez. Romantyczną legendę dotyczącą tej fontanny usłyszał on od generała Rewskiego, z którym w 1820 roku podróżował po Krymie. Legenda jest o tyle ciekawa, że dotyczy prawdopodobnie naszej rodaczki Marii Potockiej, porwanej w XVIII wieku podczas jednej z łupieżczych wypraw na tereny Rzeczpospolitej. Wzięta w jasyr, oddana została chanowi Krymowi Girejowi. Przez wiele lat przebywała w jego haremie jako Diljara-Bikecz. Dzięki swojej urodzie i inteligencji została ulubioną żoną chana i zapewniła sobie znaczne wpływy na dworze. Niestety, piękna Polka zginęła z ręki zaślepionej zazdrością nałożnicy Zaremy. Fontanna i mauzoleum Diljary, symbolizujące smutek chana po utracie żony, natchnęły Puszkina do napisania poematu Bakczysarajska fontanna.


harem_2.jpg harem.jpg

Bakczysaraj był inspiracją także dla wielu innych poetów i artystów. Gościli tu m.in. Gribojedow, Wiaziemski, Żukowski i Mickiewicz. Nasz wieszcz poświęcił temu miejscu aż cztery sonety: Bakczysaraj, Bakczysaraj nocą, Grób Potockiej i Droga przez przepaść w Czufut-Kale. Żal tylko, że przewodnicy oprowadzający po pałacu nie wspominają ani o Puszkinie, ani o Mickiewiczu.


 

Przeszłość i teraźniejszość


 

Po świetności starego Bakczysaraju pozostał już tylko cień. O tym, jak wyglądało to miasto, można mieć pewne pojęcie, przechadzając się nielicznymi uliczkami z charakterystyczną, zabytkową tatarską zabudową, ale w te wąskie zaułki mało kto zagląda.

Miasto, będące dawniej centrum życia politycznego i religijnego, jest obecnie nieciekawe, szare i zaniedbane. Podobnie jak tysiące innych postsowieckich miasteczek, straszy starymi, socrealistycznymi blokami mieszkalnymi, lichymi kamieniczkami i kiepskimi drogami. Złego wrażenia nie zacierają ani części miasta z nowoczesną zabudową i infrastrukturą, nadające dawnej stolicy współczesny wygląd, ani nawet tatarskie restauracje i kafejki we wschodnim stylu.

Już przywykłem do takiego obrazu Bakczysaraju, ale gdy pierwszy raz tu przyjechałem, byłem rozczarowany. Pamiętam jednak, że przybywając do miasta, odczuwałem to tajemnicze wewnętrzne drżenie, które niektórym tam towrzyszy. Nie rozpocząłem wtedy jednak zwiedzania Bakczysaraju od pałacu. Nawet nie chciałem go oglądać. Nie interesowała mnie kultura chanów. Mnie intrygowało to, co jest ukryte głęboko w wąwozie. Zastanawiałem się jednakże, dlaczego akurat w tym miejscu, wśród stepów na przedgórzu, w wąwozie, tatarscy władcy Krymu postanowili utworzyć swoją siedzibę? Po zajęciu półwyspu mieli przecież do wyboru wiele wspaniałych, portowych miast, które znacznie bardziej nadawałyby się do tego celu, jak chociażby olbrzymi, położony zaledwie 40 kilometrów dalej starożytny Chersones Taurydzki – dzisiejszy Sewastopol, lub Neapol Scytyjski, współczesna stolica krymskiej autonomii – Symferopol. Po części odpowiedź na to pytanie otrzymałem, przeszukując opracowania historyczne. Jest dokładnie taka, jaką przytaczają przewodnicy: prosta, logiczna, poparta historycznymi zapisami i badaniami archeologicznymi. Nie sposób się z nią nie zgodzić. Istnieje też jednak inna, nieoficjalna, ezoteryczna wersja historii, która nie koliduje z opcją naukową. Zgodnie z nią o założeniu stolicy w tym właśnie miejscu zadecydowały subtelne oddziaływania natury, czyli ten sam mechanizm, który kazał naszym przodkom założyć stolicę na czakramie wawelskim. Niestety, nestorzy i luminarze wiedzy akademickiej nie uznają takiego postrzegania świata, a szkoda, gdyż opierając się na wzajemnej zależności światów fizycznego i energetycznego, można zrozumieć wiele procesów, jakie od zawsze zachodziły i zachodzą na Ziemi, a także wytłumaczyć niektóre zagadki związane z rozwojem ludzkich cywilizacji. W okolicach dawnej stolicy chanów te dwa światy intensywnie się przenikają i oddziałują na siebie wyjątkowo mocno, ale by to zobaczyć i odczuć, trzeba wyjść poza jej granice.


 wawoz_Maryi_w_dole_USpienski_Monastyr.jpg

Wystarczy minąć muzealny kompleks, skierować się starą drogą wiodącą wzdłuż cieknącej środkiem doliny rzeczki, przejść pomiędzy pojawiającymi się nagle skałami, by zdać sobie sprawę, że wysokie, pionowe ściany po obu stronach zwężającego się wąwozu to brama prowadząca do zaginionego świata. To kraina jaskiniowych miast położonych na niedostępnych górach, których płaskie szczyty przywodzą na myśl archipelag podniebnych wysp oblewanych powietrznym oceanem, gdzie wśród dzikiej, surowej przyrody, w licznych wąwozach i parowach natkniemy się na wiele niewyjaśnionych do końca tajemnic i relikty zagadkowej przeszłości.


 

Pierwsze, co rzuca się w oczy po przekroczeniu tych umownych wrót, gdy pniemy się wąską dróżką w górę, to wykute na przeciwległej ścianie wąwozu otwory. Większe i mniejsze, prostokątne i kwadratowe, od razu nasuwają przypuszczenie, że zostały wykonane ludzką ręką. Muszą być bardzo stare, gdyż zwietrzała skała rozpadła się w wielu miejscach i odkryła liczne wykute w niej pomieszczenia. Doskonale widoczne są nawet wyciosane schodki. To pozostałości po założonej jeszcze we wczesnym średniowieczu starogreckiej osadzie Mariampol. Dużo niżej, na dnie wąwozu, przy starej drodze z dawnego Sałacziku (Starosielja) do Czufut-Kale, dostrzegamy już nowoczesne dachy mieszkalnych budynków.

Droga do klasztoru pod wiszaca skala_1.jpgdziedziniec_w_glebi_wawoz_sw_Maryi.jpg
 

Klasztor wykuty w skale


 

Idąc dalej wzdłuż pionowej ściany i podziwiając przeciwległą stronę, dochodzimy do miejsca, w którym widok zapiera dech w piersiach. Zaskoczonym oczom ukazuje się ogromny kompleks klasztorny, w znacznej mierze wykuty w ścianie. To Uspieński Monastyr (Klasztor Zaśnięcia Maryi Panny) – największy „skalny” męski klasztor na Krymie. Jego najstarsza część została zbudowana pod wiszącą skałą, w wyżłobieniu powstałym wskutek długotrwałego działania wody i wiatru.

                                                                                                                                                                    
 klasztor_z_drugiej_strony.jpgwejscie Uspenski Monastyr_1.jpg

Skały, z których uformowane jest wewnętrzne pasmo gór, ukształtowały się w kimeryjskiej fazie górotwórczej, są to więc wapienie stosunkowo miękkie, podatne na obróbkę i działanie czynników atmosferycznych. Mnisi wykorzystali skalny nawis jako niezniszczalny dach, odporny na wszelkie żywioły. Zbudowali pod nim ściany i wykonali małe okienka. Poszerzyli i wyrównali wyżłobienie, dzięki czemu znalazło się miejsce dla głównej cerkwi i innych, potrzebnych im pomieszczeń. Obecnie można tam znaleźć prawdziwy labirynt schowków i zakamarków, składów i magazynów.

                                                                                                                                                           
 Aniol_przy_wejsciu.jpg

Podziwiając ogrom budowli, nie sposób nie zastanowić się, jak długo trwało wycinanie wejść, okien i drążenie kolejnych pomieszczeń. Obecną wielkość klasztor zawdzięcza pracom budowlanym rozpoczętym jeszcze w XIX wieku, łatwo jednak odróżnić dawne elementy zespołu. Są to przede wszystkim ciasne cele, wąskie i niskie korytarzyki, niewysokie sklepienia, okienka małe jak szparki w ptasich gniazdach. Najstarsza część klasztoru, jak gniazdo jaskółek, przylepiona jest pod skalnym nawisem. Nową stanowią cerkwie, liczne budynki gospodarcze, murki oporowe, fontanna, wrota i kapliczki. Chodząc po dziedzińcu i przyglądając się ciężkiej pracy mnichów, którzy od 1992 roku własnoręcznie zajmują się budową i odrestaurowaniem kompleksu, nieuchronnie stawiamy sobie pytanie: jak wielka duchowa siła musiała towarzyszyć tym, którzy korzystając tylko z młotków i dłut, dzień po dniu, w mozole wykuwali w skale tę świątynię? Ileż morderczej pracy i czasu poświęcili swemu dziełu! A przecież znajdowali jeszcze czas na modlitwę i prace gospodarcze. Nas, współczesnych, gnuśnych i rozleniwionych, ich wytrwałość i upór mogą zawstydzać.

                                                                                                                                                              
 

Ochronne pole energii


 

Stary klasztor był ostoją pierwotnego chrześcijaństwa. To symbol pokory i żarliwej wiary. Taką aurą emanuje do dziś. Modlitwy mnichów i pustelników w ciągu stuleci stworzyły potężny kanał energetyczny, który pozytywnie oddziałuje na całą dolinę i wzmacnia jej naturalne właściwości. Przebywając w cerkwi lub na skłonach wąwozu, w potoku uzdrawiającej energii, stosunkowo szybko można oczyścić swój umysł i odzyskać spokój duszy...


 

Uspieński Klasztor, dzięki temu, że chroni go wyjątkowe pole energetyczne, przetrwał wszystkie wojny i najazdy. Przez całe tysiąclecie, podczas gdy wokół panował narzucony przez Tatarów islam, pozostawał oazą prawosławnej wiary. Przez te wszystkie lata był ośrodkiem kulturalno-religijnym odwiedzanym przez wszystkich gości przybywających na dwór chanów. Nie zniszczył go ani upływający czas, ani nawet barbarzyństwo komunistów.

bakczysarajskie_sfinksy_2.jpgdolmen_z_otworem.jpg

Niecodzienne właściwości bakczysarajskich okolic wykorzystywała także parę tysięcy lat przed naszą erą, tajemnicza, megalityczna cywilizacja, po której pozostały starożytne monumenty i rozrzucone po całej Europie menhiry, megality i dolmeny. Jeden z zachowanych menhirów, wraz z częścią ogromnego, kamiennego kompleksu, stoi na przedpolach miasta, w niewielkim jarze Bogaz-Sala. Menhir, wysoki na cztery metry, jest prostopadłościennym monolitem skierowanym dokładnie w kierunku wschodu słońca podczas wiosennego przesilenia.

Menhir_i_widoczne_okno_w_skalnym_dolmenie.jpg

                                                                                               


 

Tekst i zdjęcia: Greg Crimea